www.polandtrophy.pl/RFC

 

profile zawodników

maszyny

galerie

relacje

Rainforest Challenge w kilku słowach…

Wszyscy, co najmniej dwudziestokilkuletni pasjonaci ci off-roadu, z pewnością pamiętają relacje nadawane przez TVP z ekstremalnych przepraw na legendarnym Camel Trophy. Młodsi z pewnością o nich słyszeli. Po tym, jak imprezy tej zabrakło w kalendarzu, w świecie ekstremalnych przepraw zapanowała pustka.

Pomysłodawcą Rainforest Challenge był Luis Wee.
Podjął się on zebrania rozrzuconej po świecie grupy pasjonatów, którzy wcześniej zajmowali się organizowaniem Camel Trophy.
To dzięki jego determinacji i pomocy zebranej grupy doświadczonych już off-roadowców, dwanaście lat temu odbyła się pierwsza edycja Rainforest-Challenge.
Trasa rajdu wiodła (i do dziś wiedzie) przez tropikalne lasy deszczowe Malezji i to właśnie od nich pochodzi nazwa całej imprezy. Od pamiętnej pierwszej edycji RFC rajd rozgrywany jest regularnie każdego roku w grudniu.


Pora roku wybrana jest celowo.
Malezja leży w strefie bezpośrednio przylegającej do równika. Koniec roku to w tym miejscu końcówka pory deszczowej. Nad krajem przechodzi monsun. Sprawia on, że woda leje się z nieba wiadrami. Powierzchnia ziemi, wszędzie tam, gdzie nie została sztucznie utwardzona przez człowieka (beton, asfalt), zamienia się w grząską, wciągającą, błotną maź. To właśnie te ekstremalne warunki przyciągają pasjonatów off-roadu z całego świata. Chcą przeżyć jedyną w swoim rodzaju „męską” przygodę. W dotychczasowej historii RFC startowały załogi z 25 krajów. Trasa rajdu tradycyjnie przebiega przez całkowicie dziewicze fragmenty lasów deszczowych. Każdy przejechany kilometr okupiony jest przez załogi (ale i obsługę) ogromnym wysiłkiem.


Rajd składa się z prowadzonych przez dżunglę, często wielogodzinnych, dojazdów oraz wytyczonych wzdłuż trasy odcinków specjalnych, które, na czas, pokonują startujące załogi. To właśnie uzyskane na nich punkty przekładają się na miejsca w klasyfikacji. Maszyny toną w błocie, często przewracają się w ogromnych koleinach. Noce spędzane z dala od jakichkolwiek ludzkich siedlisk, pod gołym niebem, są nieodzowną częścią tej imprezy. Namioty najczęściej nie zdają egzaminu. Lepiej mieć kawałek brezentu, który po przymocowaniu do pojazdu stworzy dach. Dodatkowo coś do leżenia. Najlepiej coś wyższego, co pozwoli ugnieść niezwykle wysoką trawę i nieco chociaż ochroni przed robactwem grasującym na poziomie gruntu. W dzień przydają się kapelusze. Spływająca z nich po rondach woda przynajmniej czasami omija plecy i klatkę piersiową. Walka z usterkami i dokonywanie jakichkolwiek napraw w tych warunkach jest nie lada wyzwaniem. Na szczęście zwykle można liczyć na pomoc innych załóg. Ale przede wszystkim nieodzowna jest własna zaradność. Niejednokrotnie na metę rajdu dojeżdżały pojazdy, których niektóre elementy stanowiły ich część tylko dzięki metrom zużytego sznurka i drutu. Choć oczywiście zawsze są zwycięzcy to trudno jest wskazać przegranych.

Tak naprawdę sam fakt ukończenia imprezy jest sporym osiągnięciem. Nie zawsze się to udaje.
W roku 2007 wszyscy musieli uznać wyższość matki natury nad techniką. Z powodu niezwykle ulewnych deszczów rajd został przerwany.


Dostępne galerie:

RFC ... 


PARKING ...


OKIEM FOTOGRAFA ...


KILKA WIDOKÓW I WYCINKI PRASOWE ...


ROZŁADUNEK MASZYN ...


PRZED ODLOTEM ...


KATOWICE KONFERENCJA ...


WARSZAWA AMBASADA ...


MASZYNY ...


TEAM PT ...




X