Akcesoria i wyposażenie
australijskiej firmy ARB znajdziesz w ofercie naszego sklepu 4x4.


Tuleje zawieszenia


Bagażniki dachowe

[2015-01-07]
Zespołowa jazda NAC Rally Team na VII etapie Africa Eco Race 2015
 

Niedzielna przerwa zaplanowana na odpoczynek w Africa Eco Race 2015 z powodu burzy piaskowej wydłużyła się do dwóch dni bez rywalizacji. W poniedziałek zawodnicy NAC Rally Team przejechali trasą dojazdową do Chami w Mauretanii, pokonując po drodze długi, sześciogodzinny „oes” na... granicy z Marokiem. Formalności związane z odprawą okazały się równie trudnym wyzwaniem co walka na pustynnych wydmach. We wtorek zawodnicy powrócili na rajdowe trasy.

Wtorkowy etap siódmy z Chami do Azougui miał długość 433 km, a jego trasa prowadziła w przeważającej mierze po piasku. Zawodnicy NAC Rally Team mają duże doświadczenie w jeździe pustynnej, ale mauretańskie wydmy sprawiły im dużą niespodziankę. - Okazało się, że tutejszy piasek jest kompletnie inny od tego, który znamy z Maroka, ale na szczęście to nie przeszkodziło naszemu Unimogowi – mówi Piotr Domownik. – Wystarczyło jeszcze bardziej spuścić ciśnienie (1,2 atmosfery z przodu i 1 atmosfery z tyłu – schodzić niżej byłoby już ryzykiem), zapiąć wszystkie blokady, którymi dysponujemy, i... daliśmy radę! Dzięki temu mogliśmy pospieszyć z pomocą załodze naszej Toyoty, którą kilka razy trzeba było wyszarpywać. Gdy Paweł był już bezpieczny, pomogliśmy jeszcze kilku innym ekipom. Na wydmach spędziliśmy w sumie jakieś dwie godziny i właściwie zjechaliśmy z nich dopiero o zmierzchu, a wtedy do mety dzieliło nas jeszcze 95 kilometrów. 40 kilometrów przez obozem wzięliśmy na hol francuskiego Land Cruisera 120 (głównego rywala naszej załogi). Nam też nie było dziś łatwo – przegrzewał nam się silnik, więc cały dzień spędziliśmy w kabinie z... włączonym ogrzewaniem. A dziś temperatura powietrza sięgała 28 stopni Celsjusza...

Unimog T4 Piotra Domownika, Janusza Jandrowicza i Michała Unguriana w Africa Eco Race 2015 występuje w roli pomocnika dla polskiej Toyoty Land Cruiser T2. Jej załoga – Paweł Molgo i Ernest Górecki jak dotąd znakomicie radziła sobie samodzielnie, zajmując fotel lidera rajdu w grupie T2 (samochodów produkcyjnych). We wtorek chętnie przyjęli pomoc oferowaną przez ich kolegów z zespołu.

- Etap miał numer siódmy, więc od początku wiedziałem, że coś będzie z nim nie tak – opowiada Paweł Molgo. – Na naszej drodze spotkaliśmy wydmy, których nigdy wcześniej w życiu nie widziałem. Z pozoru wyglądały niewinnie, ale w rzeczywistości były to góry sypkiego piachu, po którym po prostu nie dało się jechać. Dotarliśmy do mety, ale duża w tym zasługa naszej załogi Unimoga, która kilkukrotnie ratowała nas z opresji. Na dzisiejszy etap na pewno wybraliśmy nie najlepsze opony; sam również nie czuję się wirtuozem w jeździe po wydmach. Dzisiejszy etap stanowił jednak większe wyzwanie dla samochodów niż dla umiejętności zawodników. Dalej trasa prowadziła między niezliczoną ilością pagórków piachu porośniętych camelgrassem, wśród których musieliśmy kluczyć. Spotkało nas wiele tzw. „stempli”, czyli krótkich, parometrowych, pionowych zjazdów, przy których auto, a zwłaszcza T-dwójka, ląduje na przednim zderzaku. Przy szybszej jeździe mogłoby to spowodować poważne uszkodzenia samochodu. Cieszymy się, że jesteśmy w komplecie na mecie, bez większych strat. Dziś znakomicie zagraliśmy zespołowo. Mamy obecnie znakomitą pozycję wyjściową do finałowych etapów. Podobno we środę czekają nas najtrudniejsze wydmy, co na razie przerasta moje wyobrażenie. Tak więc wszystko jeszcze przed nami!

Po siódmym etapie Paweł Molgo i Ernest Górecki umocnili się na prowadzeniu w grupie T2, w której mają już ponad 7 godzin przewagi nad rywalami. W klasyfikacji wszystkich samochodów (w tym prototypów) zajmują 9. lokatę. Rozsądna jazda Piotra Domownika, Janusza Jandrowicza i Michała Unguriana pozwoliła im awansować na 4. miejsce w klasie ciężarówek. We środę Polaków czeka być może najtrudniejszy etap rajdu – 358 kilometrów jazdy po wydmach Mauretanii.

<< powrót
Dodaj do:





X